Walka serca z rozumem
Pamietam jak dzis kiedy moja 18sto letnia wowczas przyjaciolka siedziala pijana od mlodego wina wlasnej produkcji i plakala,ze zawsze juz bedzie sama,ze nigdy nie pozna co to seks a cnota to jej kiedys skamienieje i sie wykruszy…Rok pozniej byla juz w ciazy ze swoim cudownym synkiem i zona zupelnie niezlego faceta…
Przypomnialo mi sie to dzisiaj bo znowu prowadzi walke ze soba,wewnetrzna walke serca z rozumem,wiem,ze znowu wygra lecz ile tym razem zajmie jej to czasu??? Juz dawno nie pije mlodego wina i poznala dokladnie co to seks,natomiast ciagle martwi sie o rzeczy,ktore i tak sie stana,trzeba tylko chwile poczekac i same przyjda.Ja tez prowadze takie walki i czasem nawet nie zauwazam,ze juz wygralam jedna bo automatycznie rzucam sie w nastepna…teraz prowadze walke przeciw swojemu sercu,musze oduczyc je kochac pewna osobe,tylko,ze w tym wypadku moje serce jest strasznie uparte a rozum juz dawno dal za wygrana,bo stwierdzil ,ze juz wiecej przykladow i powodow dlaczego powinnam zakonczyc owa milosc dac mi chyba nie moze…no wiec bez pomocy rozumu jestem raczej na straconej pozycji,ale wciaz walcze…
Moja przyjaciolka rozumie moja walke i toczy swoja i razem sobie mowimy jakie jestesmy beznadziejnie glupie w tych sprawach,ale tak naprawde to doceniamy zmagania tej drugiej.Dzisiaj ona juz swoja ma prawie za soba,chociaz jeszcze lize rany,ja jestem dopiero na starcie (znowu) i juz zaczynam sie gdzies w srodku poddawac…i bardzo bym chciala znowu sie znalezc na tej lawce 11 lat temu z pijana Mika i aby najwiekszy nasz problem byl jak i kiedy w koncu stracimy ta cnote,ktora tak nas uwiera…