Weekend
Alex :: Na ucho25 August 2010
Od tygodnia w domu panowala nerwowa atmosfera z tytulu braku internetu od kilku tygodni… I nagle Tomasz wymyslil wyjazd na weekend, nie byle jaki bo do Lake District - prawie 5 godzin samochodem od Londynu, oczywiscie 5 godzin jak na angielskie warunki, jak na polskie jakies 8.
Wcale nie mialam ochoty. Wybranie hotelu - klotnia, bo mobile internet ma zly zasieg. Prognoza pogody - ma lac caly weekend, samopoczucie i chec na pakowanie znowu dwojki dzieci, Tomka i mnie - zadne. Zaklepalam miejsce w B & B - ktore na zdjeciu wygladalo okropnie, ale bylam juz tak zmeczona, ze nic wiecej mi sie nie chcialo szukac i przede wszystkim nie znioslabym kolejnych 5 minut przy komputerze przy mojej drugiej polowie.
Piatek : Tomek ma sie urwac wczesniej z pracy, tak urwal sie, ale prosto do sklepu ze sprzetem fotograficznym po nowa karte… Moje nerwy wisza na malym wlosku. Godz 19 - spakowani po sufit wyjezdzamy. Cala droge leje, na stacji benzynowej siada czasowo akumulator ( a mowilam zeby wylaczyc swiatla, wycieraczki itd…) , maly pych - jedziemy…
Dojechalismy o polnocy - pokoik maly ale cudny, szybko do lozek - my z Ryankiem mamy zmeczoniowa glupawke, Ben marudzi a Tomek warczy, ze on rano musi na zdjecia wstac wiec mamy SPAC !
Jak bylo??? Super. Pogoda piekna, okolica jeszcze piekniejsza, B&B bardzo klimatyczny, jedzonko pyszne, nasze stare Audi pokonalo nawieksze gory i zakrety, dzieci grzeczne… Zycie jest piekne.