Ciiiiiiii
Alex :: Na ucho19 September 2011
Jakos tak cicho na Pillowsie…

Wczoraj na stacji benzynowej zobaczylam ochydnego czerwonego misia przyczepionego do jeszcze brzydszej czerwonej rozyczki, calosc wsadzona do z lekka pogniecionego plastikowego opakowania i opatrzona serduszkiem ( czerwonym a jakze) ze zlotym napisem I LOVE YOU.
To oczywiscie niezaprzeczalny znak, ze walentynki tuz tuz. Jako ze ja uwielbiam wszystkie rozne smieszne swieta i inne obchody ( tak mnie napadlo odkad mam dzieci), powinnam byc w sumie zadowolona, szczegolnie iz nie jestem stanu wolnego…
I tu niespodzianka, walentynki robia sie brzydkie jak ten czerwony misiek. Nie wiem kiedy to sie stalo, restauracje z nas wtedy zdzieraja, kwiaty sa trzy razy drozsze a na stacjach benzynowych probuja przekonac naszych facetow, ze to ok kupic nam czerwone straszydlo.
Z lekkim wiec wyprzedzeniem zycze Wam i sobie milosnych walentynek - czulych, pachnacych, namietnych - bez przywiedlych rozyczek, plastikowych serduszek i okropnych miskow we wszystkich odcieniach czerwieni. Kochajmy sie
Nowy Rok, nowe plany, postanowienia i marzenia. Czasem nowe, czesto te same przekladane z roku na rok - moje najwieksze na ten rok:
1. Zrobic prawko
2. Chodzic regularnie na joge i silownie
3. Wyjechac gdzies gdzie cieplo i leniwie.
4. Stracic 6 kilo
5. Wiecej sie usmiechac.
A jak z wami kochani - macie swoja mala, wielka liste?
Od tygodnia w domu panowala nerwowa atmosfera z tytulu braku internetu od kilku tygodni… I nagle Tomasz wymyslil wyjazd na weekend, nie byle jaki bo do Lake District - prawie 5 godzin samochodem od Londynu, oczywiscie 5 godzin jak na angielskie warunki, jak na polskie jakies 8.
Wcale nie mialam ochoty. Wybranie hotelu - klotnia, bo mobile internet ma zly zasieg. Prognoza pogody - ma lac caly weekend, samopoczucie i chec na pakowanie znowu dwojki dzieci, Tomka i mnie - zadne. Zaklepalam miejsce w B & B - ktore na zdjeciu wygladalo okropnie, ale bylam juz tak zmeczona, ze nic wiecej mi sie nie chcialo szukac i przede wszystkim nie znioslabym kolejnych 5 minut przy komputerze przy mojej drugiej polowie.
Piatek : Tomek ma sie urwac wczesniej z pracy, tak urwal sie, ale prosto do sklepu ze sprzetem fotograficznym po nowa karte… Moje nerwy wisza na malym wlosku. Godz 19 - spakowani po sufit wyjezdzamy. Cala droge leje, na stacji benzynowej siada czasowo akumulator ( a mowilam zeby wylaczyc swiatla, wycieraczki itd…) , maly pych - jedziemy…
Dojechalismy o polnocy - pokoik maly ale cudny, szybko do lozek - my z Ryankiem mamy zmeczoniowa glupawke, Ben marudzi a Tomek warczy, ze on rano musi na zdjecia wstac wiec mamy SPAC !
Jak bylo??? Super. Pogoda piekna, okolica jeszcze piekniejsza, B&B bardzo klimatyczny, jedzonko pyszne, nasze stare Audi pokonalo nawieksze gory i zakrety, dzieci grzeczne… Zycie jest piekne.
Guziki
Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie
są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje siÄ™ nad nimi
lecz jak zmartwychstać mają ciałem
kiedy sÄ… lepkÄ… czÄ…stkÄ… ziemi
przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą katyński las
tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów
Zbigniew Herbert
Nie wiem gdzie ta wiosna bo w Londynie zimno i deszczowo… Moze wiec, jak zaczniemy o niej mowic, pisac, spiewac to przyjdzie w koncu.
Moje dziecko dzisiaj :
- Mama a zajaczek przyjdzie?
- Przyjdzie (ja, czyli mama)
- Tak, przyjdzie i przyniesie prezenty od Sw. Mikolaja
Kochani, nie wysylalam kartek - wiec wszystkiego naj, Wesolego Alleluja i oby zajaczek nie zapomnial przyniesc Wam czegos od Mikolaja :)
Mial byc Jack, potem Jake, Daniel, Joshua i jeszcze kilka innych, ktorych nawet nie pamietam. Jest Benjamin i szczerze mowiac sama nie wiem jak to sie stalo, ale on po prostu JEST Benjamin. Nie wiem jak nasza rodzinka wygladala i jak to bylo bez niego, bo czuje sie jakby byl od zawsze. Jestesmy teraz w komplecie - i to jest cudowne uczucie.
36 tydzien ciazy to juz tylko czekanie na jej koniec. Prawie wszystko jest juz przygotowane. Ciuchy,nawet te ciazowe sa juz przymale i wcale nie mam ochoty na zadne wychodzenie z domu. Marnuje czas na spanie, polegiwanie i odpoczywanie. Nie robie niczego co nie jest absolutnie niezbedne.
Patrzac w lustro - nie jestem wcale taka wielka, waze jakies 70 kilo i oprocz brzucha moze i znacznie nie uroslam, ale moja niezgrabnosc przechodzi mnie sama. Nie chce narzekac, ale jakos nie mam nastroju na nic wesolego do opowiedzenia. Jeszcze jakies dwa tygodnie… i wtedy bede miala same wesole historie.
Zawsze mowilam sobie i innym - nie zaluj. Nie udal Ci sie zwiazek - nie zaluj, napewno byly momenty kiedy bylo pieknie, napewno cos Ci daly te miesiace czy lata… I oto jak w pysk moja wlasna filozofia zmarla smiercia nagla i nie wiem czy naturalna.
Ex przyjechal zobaczyc syna i po pierwszych pieciu minutach po spotkaniu z nim, zdalam sobie sprawe, ze zaluje. Cholernie zaluje tych lat z nim. Zobaczylam nagle kogos kogo nie jestem w stanie lubic, znosic nie marzac nawet o kochaniu. Kogos bez niczego ciekawego do powiedzenia, zupelnie nie w moim guscie, niezbyt przystojnego i smierdzacego piwem. Odrzucilo mnie na calego. Co dziwniejsze odrzucilo tez mojego syna, ktory po jednym dniu z daddy zapowiedzial, ze nie chce juz i kropka, cos niezwyklego jak na trzylatka. Wrocilam do domu i wyciagnelam zdjecia z minionych lat, zawsze przynosily jakies refleksje - teraz rowniez, tylko ze, przede wszystkim uswiadomily mi, ze nie ma niczego dobrego do wspominania. Wyszukalam wszystkie zdjecia eksia ( na ktorych byl sam ) i mu je oddalam. Nic dla mnie nie znacza. Zdalam sobie sprawe, ze jedyna rzecz ktora mam ze znajomosci z nim, z tych wszystkich lat wspolnego bycia i niebycia to plemnik. Jeden szczesliwy plemnik, ktory w polaczeniu z moim jajeczkiem stworzyl male cudo w postaci mojego synka. Tak wiec, zaluje, oficjalnie zaluje tych straconych lat, bo przeciez by dostac ten plemnik wystarczylo by 5 minut.
Kochajcie sie!!!
To juz oficjalne - jestem najbardziej nudna, znudzona, objedzona i napeczniala kobieta na tym swiecie. Mam cztery tygodnie to go i nie wiem jak je wytrzymam. Nawet nie moge sobie poprawic humoru zakupami - bo jedyne rzeczy ktore teraz na mnie pasuja sa wielkie i obszerne i w rozmiarze 14. Ciaza to koszmar dla ciala i duszy. Nie moge sie juz doczekac, kiedy bede sie mogla napic drinka i zakupic cos w rozmiarze 10, no chociaz 12. Wiem, wiem to takie wzniosle bycie w ciazy, nowe zycie ktore dajemy ble, ble, ble. Ogladam nasze zdjecia ciazowe i komentarze pod nimi - te wszystkie ochy i achy i szczerze mowiac nie wierze w ani jeden. Jesli tak sie nami zachwycaja kiedy jestesmy zmeczone, grube, spuchniete i znieksztalcone, to na nasz widok bez ciazowy wszyscy powinni zemdlec - nikt nie mdleje. Ja wiem to takie politycznie poprawne mowienie ciezarnej, ze pieknie wyglada - ale wierzcie mi - my kobiety ciezarne wiemy jak wygladamy i nie mozemy sie doczekac czasu kiedy zamiast z brzuszkiem bedziemy paradowac z wozkiem.